Bez winy to druga książka Mii Sheridan, jaka wpadła mi w ręce. Pamiętam dokładnie, że na ulotkę z pierwszym tytułem natrafiłam w innej książce, było to Maybe someday bodajże. Nie mogłam się powstrzymać, zamówiłam ją następnego dnia, korzystając z paru procent upustu na moim ukochanym dyskoncie. Co dużo mówić, nawet siedem procent od ceny cieszy!
Wiem, że nie zaczyna się od drugich części, ale robię to właśnie dlatego, że siadając do Bez Winy, byłam pewna, że to dalsze losy Archera! Nigdy nie czytam opisów na tylnej okładce, bo są bardziej zdradliwe niż sama okładka! "Nie oceniaj książki... " i tak dalej.
O samej książce.

Polski tytuł: Bez Winy
Oryginalny tytuł: Grayson's Vow
Autorka: Mia Sheridan
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 384
Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?
Na samym początku, muszę przyznać się, że kocham postacie, które w historii zawsze mają pod górkę, nie błyszczą, ot wydają się być na przegranej pozycji. Underdogs. Można przełożyć to na kilkanaście sposobów, a jednak po polsku wciąż nie będzie brzmieć tak jak powinno.
I love underdogs.
Greyson Hawthorn jest tym, na którego nikt nie stawia, ba, wszyscy już dawno go skreślili, łącznie z jego własnym ojcem. Wyszedł z więzienia, tonie w długach i za wszelką cenę stara się przywrócić rodzinnej winnicy dawny blask. Właśnie dlatego, poznając takie postacie, od samego początku mam nadzieję, że dostaną swój happy end.
Kira uciekła od ojca, który pragnął kontrolować każdy najmniejszy aspekt jej życia. Zdesperowana, bez centa w kieszeni, składa Greysonowi propozycję zawarcia małżeństwa. Wyjście za mąż było warunkiem jaki musiała spełnić, by dostać obiecane jej przez babcie pieniądze. Miała oddać mu połowę, brzmi jak dobry interes! Po wszystkim każde miało zapomnieć i pójść w swoją stronę.
Można domyślić się, że skończyło się zupełnie inaczej, ale nie o to chodzi w tej historii. Tak myślę. Bohaterowie są żywi, z krwi i kości, trudno nie pokusić się o uczucie do każdego z nich. Przeżywanie ich historii z każdą stroną, z każdym rozdziałem, to jest to! Mia Sheridan sprawia, że jest to tak mimowolne, że samemu można się zdziwić. Osobiście uwielbiam jej styl pisania, bardzo lekki. Potrafi momentami usadzić w fotelu, potrafi rozbawić, zirytować, wzruszyć. I robi to wszystko nie niespełna czterystu stronach.
Tak, to typowa książka ze swojej kategorii, odrobinę szablonowa, ale historia jest naprawdę przyjemna. Porusza problemy, które dla wielu osób są codziennością - rodzina to nie zawsze ta sama krew, to samo nazwisko. Rodzinę można odnaleźć w obcej osobie, to naprawdę otulająca myśl.
Słowem zakończenia, naprawdę warto, może jako lżejszy przerywnik, o.

0 Comments:
Prześlij komentarz